Opublikowano Kategorie: Artykuły

Czy liczenie kalorii ma sens?

Zastanawiałam się, czy o tym pisać, ale ostatnio otrzymuję bardzo dużo sygnałów, że ten temat ma dla Was duże znaczenie. Nie mogłam pozostawić go bez odpowiedzi. Istnieje mnóstwo kalkulatorów i tabel, które pozwalają na możliwie dokładne wyliczenia kaloryczności posiłków. Mnóstwo osób jest też w stanie poświęcić dużo czasu na analizę i planowanie kaloryczności pożywienia. Podstawowe pytanie brzmi jednak, czy liczenie kalorii* ma w ogóle sens i coś nam daje? Moim zdaniem liczenie samych kalorii, w oderwaniu od wartości odżywczych, absolutnie nie ma sensu. Dlaczego? Oto moich 10 argumentów.

1. Liczenie kalorii zajmuje dużo czasu

Tu z pewnością zaprotestuje wiele osób, które są zwolennikami liczenia kalorii. Jeśli już jakiś czas śledzisz mojego bloga to na pewno wiesz, że można przygotować zdrowy posiłek w bardzo krótkim czasie. Żeby tak się stało to konieczne jest odpowiednie planowanie i wcześniejsze zakupy. Jeśli doliczysz notowanie, przeliczanie i planowanie kaloryczności posiłków to ten czas się jednak wydłuża. Jeśli gotujesz samodzielnie i nabierzesz wprawy w liczeniu kalorii, to będzie nieco lepiej. Gorzej jednak, jeśli dopiero zaczynasz się tego uczyć i jeszcze (na domiar złego) jadasz posiłki przygotowane przez kogoś innego. Wtedy naprawdę szkoda Twojego czasu. Dlaczego? Patrz punkt 2.

2. Liczenie kalorii ma pewien margines błędu

Oczywiście im więcej wprawy tym sprawniejsze liczenie. Problem natomiast pojawia się wtedy, kiedy jadamy poza domem, ktoś nam gotuje lub zwyczajnie wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie być do końca skuteczni w poprawnych wyliczeniach lub po prostu obiektywni. Patrz punkt 3.

3. Liczenie kalorii bywa nieskuteczne psychologicznie

Główne problemy z jakimi borykają się osoby kontrolujące ilość spożywanych kalorii to często: mechanizm samooszukiwania, problemy natury motywacyjnej, aż w końcu tendencja do nadmiernej kontroli i koncentracji na jedzeniu, które mogą skończyć się zaburzeniami odżywiania. Serio masz ochotę się tak męczyć?

4. Liczenie kalorii nie daje długotrwałych efektów

Efekty uzyskane za sprawą ograniczenia tylko i wyłącznie kaloryczności posiłków są bardzo krótkotrwałe. Ile można się nie nimi cieszyć? Najczęściej do momentu zmiany sposobu odżywiania. Jeśli tylko zaczynamy spożywać znowu więcej kalorii (bo święta, bo wakacje, bo stres, bo zima- powody zawsze się znajdą), kilogramy stracone przez ograniczenie wartości energetycznej posiłków potrafią bardzo szybko wrócić. O efekcie jojo nie będę się tu rozpisywać, bo temat pewnie znacie.

5. Liczenie kalorii często oznacza zbyt duże ograniczenia węglowodanów

Węglowodany powinny stanowić ponad połowę naszego dziennego zapotrzebowania kalorycznego. Oczywiście niebywale istotne są źródła węglowodanów. Niemniej osoby odchudzające się bardzo często rezygnują z węglowodanów obwiniając je o przyrost masy ciała lub usuwają ze swojej diety węglowodany proste nie zastępując ich złożonymi. Pamiętajcie, że najważniejsze jest to, co jemy. Wybór odpowiednich produktów to kwestia kluczowa. Łatwo usunąć coś z diety, nieco trudniej włączyć odpowiedni produkt. Jednak właśnie do tego Was zachęcam.

Healthy food

6. Liczenie kalorii to metoda nieuwzględniająca zmian w naszym funkcjonowaniu

Matematyka to matematyka. Uwzględnia pewne parametry, ale niestety nie wszystkie. Nie wiem jak Ty, ale ja miewam zmienny apetyt i zmienne zapotrzebowanie na energię, uzależnione od stanu fizjologicznego, zapracowania, aktywności fizycznej, pory roku etc. Oczywiście, im bardziej regularny tryb życia prowadzisz tym łatwiej będzie dostosować kaloryczność potraw do Twojego funkcjonowania. Jednak ja zdecydowanie bardziej wolę wybrać odpowiedni typ jedzenia niż ograniczać ilości pożywienia. Jeśli spożywasz odpowiedni sort żywności to Twój organizm będzie Cię doskonale informował o swoich potrzebach. Jeśli natomiast jesz dużo słodyczy i żywności przetworzonej to zapewne wiesz, że apetyt rośnie w miarę jedzenia (dosłownie). Patrz punkt 7.

7. Liczenie kalorii może pobudzać apetyt

Dlaczego? Ograniczenie kaloryczności posiłków często powoduje, że rośnie nasz apetyt, a tym samym napięcie psychiczne wynikające z nieprzyjemnych dla nas ograniczeń i (być może) porażek. Zauważ, że jedząc odpowiednie produkty, jesz ich zwyczajnie mniej. Nie jesteś w stanie zjeść zbyt dużo warzyw, pełnoziarnistych zbóż, roślin strączkowych, ziaren, pestek, orzechów i owoców (zakładając oczywiście, że nie cierpisz na zaburzenia odżywiania i jesteś zdrowym człowiekiem). Są to produkty sycące i bardzo odżywcze. Można się nimi szybko najeść. Za to bardzo łatwo przesadzić z ilością słodyczy, serów, produktów mięsnych, a przede wszystkim fast-foodów. Pewne produkty (przede wszystkim te zawierające cukier dodany i tłuszcze trans) niestety pobudzają apetyt zamiast zaspokajać głód. Jeśli koncentrujesz się na kaloriach zamiast na ich źródłach, istnieje duże ryzyko, że będziesz sobie folgować.

8. Liczenie kalorii nie rozwiązuje błędów Twojej diety

Załóżmy, że jesz za dużo. Co to znaczy za dużo? To znaczy, że jeśli spożywamy więcej kalorii niż jesteśmy w stanie spalić, to możemy borykać się z problemem nadwagi lub otyłości. Więc jeśli spożywasz zbyt wiele jedzenia, to redukcja kaloryczności może Ci z pewnością pomóc w utrzymaniu należnej masy ciała. Niestety nie musi to mieć nic wspólnego z utrzymaniem w diecie odpowiedniej ilości białka, węglowodanów, tłuszczy, witamin, składników mineralnych etc. Czasem (paradoksalnie) samodzielne ograniczenie kaloryczności, a więc po prostu odcięcie niektórych produktów, może sprawić, że ograniczysz także źródła konkretnych składników odżywczych. Może być też tak, że do Twojej diety trafią produkty, które mają niewiele kalorii, mieszczą się w oczekiwanych przedziałach, ale niestety nie mają pozytywnego wpływu na Twoje zdrowie.

9. Liczenie kalorii nie uwzględnia formy i gęstości odżywczej produktów

Forma posiłku jest niebywale istotna– szczególnie dla osób odchudzających się, ale nie tylko. Jeśli koncentrujesz się na liczbie kalorii i trzymasz się jej ściśle, nie przykładając należytej wagi do formy posiłków to możesz zaserwować sobie wielką frustrację, niezadowolenie i… głód. Dlaczego? Przekroczenie określonej ilości kalorii w ciągu dnia (np. za sprawą „grzeszków”) często kończy się głodówką (wiem, bo często pytacie mnie o to, czy stosuję głodówki). Powoduje to po pierwsze wyrzuty sumienia, a po drugie niezadowolenie i frustrację. Zastanówmy się lepiej nad tym, ile w kilogramie naszego pokarmu znajduje się kalorii, ale także składników, których potrzebuje nasz organizm. Istnieją bowiem takie potrawy, które mają dużą objętość i ciężar, ale (ku zaskoczeniu) niewiele kalorii, a do tego wiele wartości odżywczych. Jedzenie takich pokarmów może się okazać dla Ciebie bardzo dobrym rozwiązaniem- szczególnie jeśli się odchudzasz. Zaspokoją one Twój głód, ale nie dostarczą bardzo dużo energii. Frustracja ustąpi miejsca sytości i zadowoleniu. Bo wszyscy wiemy, że głodny Polak bywa zły. ;-) Jakie to potrawy i produkty? To zupy na bazie roślin (zawierające przecież sporo wody), surowe warzywa i owoce (np. sałatki, surówki), produkty pełnoziarniste, rośliny strączkowe.

10. Liczenie kalorii odbiera przyjemność z jedzenia

Mówcie co chcecie, ale ja muszę (i chcę) czerpać z jedzenia przyjemność. Po pierwsze: jeśli lubię to co zdrowe, to jem to regularnie. Jeśli lubię to co jem, to nawet w przypadku zmęczenia jestem skora do powstania z kanapy i przygotowania posiłku, który służy mnie i mojej rodzinie. Jeśli natomiast wiem, że określony posiłek mam zjeść tylko dlatego, żeby zmieścić się w tabelce (i w spodniach) to raczej nie znajdę w sobie motywacji, aby tkwić w tej sytuacji zbyt długo. Uwielbiam czas posiłków – szczególnie wtedy gdy możemy na spokojnie usiąść, delektować się jakąś pysznością lub nowością i po prostu być ze sobą.

Nie odbierajmy sobie zdrowia, przyjemności i radości. Jedzmy zdrowe produkty i liczmy wartości odżywcze.

Zdarza się, że zwracają się do mnie osoby z życzeniem przygotowania im diety o określonej kaloryczności, np. 1200 kcal. Niestety odmawiam, gdyż jest to w mojej ocenie sprzeczne z zasadami zdrowego odżywiania.  Liczenie samych kalorii nic nie daje. Zmieniajmy styl życia, a nie nasze chwilowe menu. Jak to zrobić? Stopniowo. Bardzo powoli. Tak, aby przyzwyczajać się do nowych smaków i tworzyć nawyki pracujące na nasze zdrowie, zadowolenie i satysfakcję.

* 1 kilokaloria (kcal) to 1000 kalorii. Jednak w większości przypadków zarówno przeciętny zjadacz chleba, jak i lekarze czy żywieniowcy posługują się skrótem "kalorie" zamiast kilokalorie. Tak też czynię i ja w tym tekście.

Aga Kopczyńska

Aga Kopczyńska

Zawodowo zajmuję się propagowaniem zdrowego odżywiania, wspierając innych w budowaniu lepszych nawyków. Blog ten jest zapisem moich inspiracji żywieniowych i zdrowotnych.

Chcesz się dowiedzieć czegoś nowego?

10 komentarzy do “Czy liczenie kalorii ma sens?”

  1. Zgadzam się z tym co napisałaś i podobne zasady staram się przekazać swoim czytelnikom. Ale od czasu do czasu warto sobie te kalorie policzyć, nawet tak bardzo na oko, i zobaczyć ile się zjada. Większości osób wydaje się, że nie jedzą za dużo, ale właśnie takie bezmyślne podjadanie sprawia, że kalorie niezauważenie się zbierają. Spisanie tego i przeliczenie sprawia, że lepiej zdajemy sobie sprawę ile jemy. To potrafi otworzyć oczy i zmotywować do zmian :)

    1. Maria, odsyłam jeszcze raz do lektury mojego wpisu, a jeśli nie to chociażby wstępu: „Moim zdaniem liczenie samych kalorii, w oderwaniu od wartości odżywczych, absolutnie nie ma sensu.” I cały wpis traktuje o argumentach przemawiających przeciwko koncentrowaniu się na kaloriach w tym kontekście.

        1. Żadnych zarzutów, no co Ty. ;) Wywnioskowałam po prostu (może źle), że nie przeczytałaś. Peace & Love ;)

  2. Generalnie się zgadzam, ale:
    Punkt 4 i 5 – utożsamiasz liczenie kalorii z dietami ubogokalorycznymi. Nijak się ma do efektu jojo i ograniczania węglowodanów. Nie zawsze osoba licząca kalorie, ogranicza je do poziomu 1000 czy 1200. Czasem jest to dieta 1500-1600 czy nawet 1800 kcal (w zależności od osoby, wagi). Mało tego, wychodząc z diety, kaloryczność zwiększa się stopniowo. A więc znowu się liczy. Wychodząc z diety stopniowo nie grozi nam efekt jojo (chyba że nagle wrócimy do starych nawyków). Liczenie kalorii także nie wiąże się z obcinaniem węglowodanów czy tłuszczy, choć może. No i zarówno trudno jest coś z diety usunąć, jak i do niej włączyć ;)

    Punkt 7 – liczy się kalorie nie tylko w przypadku, gdy ktoś spożywa produkty przetworzone, ale także zdrowe – orzechy i kasze są kaloryczne, więc tutaj się to sprawdza.

    1. Oczywiście Olu. Artykuł traktuje właśnie o sytuacjach na które się powołuję. Koncentrowanie się tylko na kaloriach jest zwykle domeną osób decydujących się na ekstremalne ograniczenia kaloryczności. I takie też trafiają do mnie. Bo umówmy się: przy diecie 1000 kalorii nie jest trudno o niedobory. ;) I przychodzą do mnie również takie osoby, które czuły się zmęczone dietą i porzuciły ją szybko. Oczywiście nie piszę o sytuacjach, kiedy ktoś jest pod czułym okiem specjalisty. Wtedy poza kaloriami dba się również i o inne kwestie. Ale to nie przedmiot tego artykułu. ;) Po tych bardzo niskokalorycznych dietach najczęściej wraca się niestety do starych nawyków. I równie często rozmawiam z ludźmi, dla których węglowodany są synonimem wszelkie zła. I powtórzę jeszcze raz: cały artykuł jest napisany o liczeniu samych kalorii, w oderwaniu od wartości odżywczych- jak we wstępie. ;)

      1. To wszystko jasne :) Przyznam, że sama byłam na diecie ubogokalorycznej i niskowęglowodanowej, i dopiero żeby z niej wyjść, zaczęłam wszystko ważyć i liczyć (tak na oko oszacowałam, że jadam ok. 700 kcal; od tamtej pory zwiększałam kaloryczność o 100 kcal co 2 tygodnie, żeby dojść do normalnej podaży bez jojo), stąd moje obserwacje. Kalorie nadal liczę, żeby utrzymać się w ryzach, ale tak jak piszesz – jest to dość uciążliwe i tak na dobrą sprawę, zawsze są jakieś tam rozbieżności, te wszystkie wartości są bardzo orientacyjne.

  3. Autorka tego wpisu widzi swiat czarno biało, jeśli ktoś liczy kalorie to odbieram ewidentnie z tego tekstu że to jest złe, a to tak do końca nie jest, bo można liczyć kalorie i zwracać uwagę na wartości odżywcze, pewnie cieżko to sobie niektórym wyobrazić, tak samo z czasem liczenia, wystarczy zeskanowac kod kreskowy produktu w aplikacj np. Myfitnesspal i pyk wszystko wprowadzone lacznie z uwzglednieniem zapotrzebowania ale tu widze autorka tez do tyłu z wiedza, czasem nawet najlepszym przydaje sie szczypta krytyki, do innych rzeczy tez by sie cos znalazlo ;)pozdrawiam i życzę więcej kolorów w życiu :)

    1. … a wystarczyło doczytać dokładnie choćby wstęp… „Moim zdaniem liczenie samych kalorii, w oderwaniu od wartości odżywczych, absolutnie nie ma sensu. Dlaczego? Oto moich 10 argumentów.” Powtórzę: „w oderwaniu od wartości odżywczych”. Również pozdrawiam. I również kolorów życzę. ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ocena: 1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdki (29 głosów, średnia: 4,70 z 5)
Loading...