Opublikowano Kategorie: Artykuły

Jak przeszłam na weganizm?

Zaparz sobie herbatę lub kawę, usiądź wygodnie i spędź chwilę w moim świecie. Dowiesz się jak przeszłam na weganizm i czy motywacja ma znaczenie.

jak przejść na weganizm

Czasem trafia mnie jasna choinka. Niby wieczór spokojny, sielski. Zapowiada się wspaniały czas. Aż tu nagle (nie wiadomo po co) włączam komputer lub telefon i wskakuje mi przed oczy jakaś bzdurna dyskusja na Facebooku. Ludzie zaczynają tam wieszać na innych psy, bo:

  • ci jeszcze się nie nawrócili na weganizm,
  • tamci jedzą ryby,
  • inni jedzą tylko owoce morza,
  • jeszcze inni są na diecie roślinnej, ale zdarza im się zjeść miód,
  • ktoś nosi (jeszcze?) skórzane buty,
  • inny ktoś mieszka z partnerem jedzącym mięso i nie widzi w tym problemu,
  • a jeszcze inny organizuje wesele i się zastanawia czy serwować mięso.

Tak, to naprawdę częste dyskusje w grupach wegetariańskich i wegańskich.

Motywacja ma znaczenie

Dyskusjom na temat jedynie słusznego weganizmu nie ma końca. Wszyscy true weganie* zapominają jednak, że każdy z nas ma najróżniejsze motywacje, które skłaniają go do żywieniowych zmian.

Nie każdy przechodzi na dietę roślinną z przyczyn etycznych i nie każdy chce dysponować pewną wiedzą. Co nie znaczy, że przyszłość nie przyniesie nowych przemyśleń, przełomów i motywacji.

Jesteśmy wychowani w określonej kulturze. Często, przez wiele lat, wykonujemy pewne czynności bezrefleksyjnie. Nie zawsze i nie od razu rozumiemy wszystko tak, jakbyśmy sobie (później) tego życzyli.

Poniżej opiszę więc, jak się to u mnie zaczęło. Zanim przejdziesz dalej, zachęcam Cię do przeczytania wpisu, z którego dowiesz się, jakie są odmiany wegetarianizmu. Piszę tam również o tym, dlaczego ludzie ograniczają lub w ogóle rezygnują z produktów odzwierzęcych. To dobry wstęp, jeśli zdarzyło Ci się kiedyś nad tym zastanawiać.

Troska o zdrowie

U mnie najpierw pojawiły się motywy zdrowotne. Były one skutkiem problemów zdrowotnych mojej córki i moich. Co prawda miałam wcześniej w swoim życiu epizod wegetariański, ale byłam wtedy chyba 17-latką i trwał on bardzo krótko. Zakończył się wraz z moją postępującą anemią, którą lekarze korelowali z bezmięsną dietą.

jak przeszłam na weganizm sałatka

Po urodzeniu mojej córki nie od razu zostałam wegetarianką „czystej krwi”, bo jadłam ryby. Nie kłóciło się to (wtedy) z moim rozumieniem zdrowia. Początkowo był to więc pescowegetarianizm choć nigdy nie nazywałam siebie wegetarianką.

Wiedziałam jednak, jaki jest mój cel. Podskórnie czułam, że pójdę dalej. Uwielbiałam jednak smak ryb. Czytałam mnóstwo publikacji o zanieczyszczeniu wód (a tym samym ryb), żeby sobie je obrzydzić. Im dłużej nie jadłam jednak innych mięs tym bardziej chciało mi się jeść ryby.

Włączyłam na luz

Aż w końcu… odpuściłam. Stwierdziłam, że poczekam na właściwy czas i nie będę robić nic wbrew sobie. Żyłam spokojnie, jedząc sobie te biedne ryby. Jeden z pierwszych postów na moim blogu był tak w ogóle przepisem na łososia. Wtedy blog traktowałam jako zapis moich pierwszych, bardzo nieporadnych prób kulinarnych i był on skierowany głównie do mnie samej (taka moja książka kucharska) i do znajomych.

Czas leciał, a ja w końcu przestałam mieć na ryby apetyt. Poznałam mnóstwo wspaniałych, roślinnych smaków i myślę, że po prostu moje kubki smakowe przyzwyczaiły się do innego jedzenia. A moje poczucie przyzwoitości przyklasnęło radośnie kubkom. :-)

Alergia i lenistwo zamiast etyki

Nastał etap tradycyjnie rozumianego wegetarianizmu, a więc laktoowowegetarianizmu. I pewnie trwałby dłużej gdyby nie problemy mojej córki i to, że nie mogła jeść nabiału.

Ponieważ jestem z natury leniwa, nie wyobrażałam sobie gotowania osobno dla mojej latorośli i osobno dla nas. Gotować nie znosiłam (do dziś nie przepadam).

jak przeszłam na weganizm sałatka z mozarellą

Założyłam więc, że nabiału u nas w kuchni też nie będzie, bo przecież roczniakowi nie będę tłumaczyć, że nie może zjeść sera, który my ze smakiem wkładamy do ust.

Stałam się owowegetarianką z przymusu i lenistwa. Zdarzało mi się zjeść jakiś ser podczas wyjazdów czy wypić kawę z mlekiem krowim, ale były to przypadki coraz rzadsze. Kawę zawsze lubiłam pić z mlekiem więc stopniowo starałam się przestawić na mleko sojowe.

Porzucenie komfortu

W tak zwanym międzyczasie zaczęłam czytać dużo publikacji generowanych przez organizacje prozwierzęce. Powoli zaczęły mi się otwierać oczy i zaczęły pojawiać się wyrzuty sumienia.

jak przeszłam na weganizm kobieta komputer warzywa

Nie, nie czułam się źle z tego powodu, że czasem zjadam ser czy wypijam 30 ml mleka krowiego. Źle czułam się z tym, że kilka dobrych lat mojego dorosłego życia spędziłam w tej materii bezrefleksyjnie. Niby wiedziałam i czułam podskórnie, że produkcja mięsa, mleka i jaj to dosłownie produkcja, a zwierzęta są eksploatowane do granic, jednak nie zrobiłam nic, aby zagłębić się w temat. Chyba bałam się obrazów, informacji i ich konsekwencji dla mojego… komfortu.

Myślę, że ten mechanizm działa u większości osób wszystkojedzących. Wiemy, że zwierzętom dzieje się źle, ale nie dotyka nas to, bo nie dzieje się na naszych oczach. A poza tym WSZYSCY TAK ROBIĄ. Wszyscy jedzą na śniadanie chleb z masłem i serem, a na obiad kotleta. Społeczny dowód słuszności ma się bardzo dobrze.

Los zwierząt to często temat tabu, a każda osoba, która zaczyna pisać lub mówić o okrutnym ich traktowaniu otrzymuje plakietkę oszołoma. Najchętniej wstawiłabym tu Wam filmik z sieci (jest ich multum), abyście zobaczyli, jak traktowane są „szczęśliwe” krówki, świnki i inne kurczaki. Jednak gdybym to zrobiła to wiele osób stwierdziłoby zapewne, że nie jest w stanie oglądać takich rzeczy, a następnie i tak zajadałoby się kanapką z szynką. Cóż, taki mamy klimat. Też w nim żyłam.

Wreszcie jednak zaczęłam dokładniej analizować temat. Doszłam do wniosku, którego się obawiałam i przed którym broniłam się tyle lat. Wniosek był jeden: nie mogę dłużej jeść nabiału i jaj czy też kupować skórzanych butów. Po prostu nie będzie pozostawało to w zgodzie ze mną. Nie mogę i nie chcę.

Wnioski

Moja historia dowodzi więc jednego: każdy wszystkożerca, każdy pescowegetarianin (którym zapewne gardzą tzw. prawdziwi weganie) może stać się weganinem z przekonania, a nawet zająć się promowaniem diety roślinnej.

Tak naprawdę nie chodzi o to, aby przechodzić od razu na dietę wegańską w 100%. Jeśli nie jesteśmy do tego przekonani to i tak prawdopodobnie skończy się to powrotem na łono żywienia tradycyjnego.

jak przeszłam na weganizm piramida żywieniowa

Znam kilka osób z mojego otoczenia, które zachłysnęły się dietą wegańską (a raczej modą na nią), a po kilku miesiącach czy też nawet tygodniach przerzuciły się na inną „modę” np. paleo.

Z resztą zjawisko to znajduje potwierdzenie w badaniach. Podobno osoby, które przechodzą na diety wegetariańskie z pobudek etycznych są bardziej „stałe w uczuciach” aniżeli te, które wybierają je motywując się jedynie zdrowotnymi przesłankami.

Jako 17-latka przeszłam na wegetarianizm właśnie w imię zdrowia. Kiedy lekarz zasugerował, że może mi ten sposób żywienia nie służyć, wróciłam do jedzenia tradycyjnego. Mój przypadek jak najbardziej potwierdza więc regułę.

W każdym razie, bazując na moich doświadczeniach, bardzo propaguję metodę małych kroków. Oczywiście nie jest ona jedynie słuszna, bo są osoby, które lubią i chcą podejmować zdecydowane kroki natychmiast i od razu.

Bazując jednak na stopniowym wprowadzaniu zmian można dokonać bezboleśnie naprawdę wielu modyfikacji diety. Nie dotyczy to tylko weganizmu, ale zmian na lepsze w ogóle. Stopniowe zmiany są też bezpieczniejsze z punktu widzenia zdrowia i komfortu. Jednak to opiszę już dokładniej w osobnym poście.

I proszę o jedno: nie pytaj w komentarzach, czy możesz korzystać z moich przepisów skoro nie jesteś weganką/ weganinem. Oczywiście, że możesz i tym bardziej się cieszę, że korzystasz.

*true weganie - "Prawdziwi" weganie przeświadczeni o jedynej i bezwzględnej słuszności swojej drogi, diety i stylu życia.
Oceń artykuł jako czytelnik: 1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (20 ocen, Średnia: 4,20 z 5)
Aga Kopczyńska

Aga Kopczyńska

Zawodowo zajmuję się edukacją. Wspieram innych między innymi w budowaniu lepszych nawyków. Blog ten jest zapisem moich inspiracji zdrowotnych, kulinarnych i nie tylko.

Chcesz się dowiedzieć czegoś nowego?

6 komentarzy do “Jak przeszłam na weganizm?”

  1. A jak u Ciebie jest z miodem? Domyślam się, że go nie jesz, ponieważ nie zauważyłam go w żadnym z Twoich przepisów. Zastanawiam się, jaki jest tego powód, bo wydaje mi się, że pszczoły jako jedne z nielicznych ‚zwierząt gospodarczych” (wiem, wiem, to nieodpowiednie określenie, ale mam na myśli zwierzęta wykorzystywane przez człowieka) nie czują się źle. Ale oczywiście mogę się mylić, więc jestem po prostu ciekawa Twojej opinii :)

    1. Karo, ja osobiście miodu też już nie jem. Nie tylko ze względów etycznych, ale i zdrowotnych. W tym wpisie również wymieniłam miód i napisałam moje zdanie: http://www.agamasmaka.pl/2016/09/10-alternatyw-dla-cukru-rafinowanego.html
      Co do pozyskiwania miodu to różnie to bywa z tym „czuciem się dobrze”- na wielu blogach wegańskich znajdziesz dogłębne wyjaśnienie tego tematu. Jest wiele problematycznych kwestii w produkcji miodu. Ja osobiście jestem na etapie, kiedy nie potrzebuję jakiegokolwiek wykorzystywania zwierząt do mojego funkcjonowania. A jak dodam do tego faktu unikanie cukru to już w ogóle nie widzę uzasadnienia dla jedzenia miodu. Ps. Jako dziecko nie znosiłam miodu tak w ogóle. Tak potwornie, że nie mogłam nawet go wąchać. ;)

  2. A z czego zrobione buty kupować? Sztuczne materiały? Czy co? Serio pytam, bo nie wiem. Zawsze się słyszy, że skórzane najlepsze…

    1. Ja kupuję z materiałów sztucznych – nie odzwierzęcych, a więc unikam skóry/wełny etc.
      Mówi się, że najlepsze są skórzane choć ja tego poglądu nie podzielam (przez wzgląd na trwałość – mam porównanie). Nosiłam kiedyś skórzane i szybciej je „wykańczałam” niż te, które kupuję teraz.
      W sieciówkach obuwniczych buty są dość dobrze oznaczone: zawsze jest zaznaczone, które elementy są skórzane, a które z elementów sztucznych.
      Oczywiście są też marki wegańskie – ale ja nie lubię butów kupować wysyłkowo więc póki co – ląduję w sieciówkach.
      Aktualnie noszę na przykład buty takie jesienne, których materiał przypomina zamsz. Bardzo fajnie mi się sprawdza i (o dziwo) lepiej niż buty zamszowe, które miałam lata temu. Te sztuczne materiały są już coraz lepszej jakości. Przepaść nie jest tak wielka jak kiedyś.

  3. Jak mam prowadzić swoją kuchnie bez mięsa i innych rzeczy mi szkodliwych (refleksyjne zapalenie żołądka) z moimi dorosłymi synami 21 i 18 którzy nie wyobrażają sobie życia bez mięsa. A najgorsze, że jedzą tylko drób. A ja gotuje dwa obiady i praktycznie nie wychodzę z kuchni. Bardzo nie chce jeść mięsa ale ze zmęczenia często jem to co gotuje chłopakom. Nie ma wyjścia z takiej sytuacji i bardzo zazdroszczę Ci, że masz wpływ na to co je Twoje dziecko. Ja jestem załamana, że czeka mnie tyle nowych zakupów i ciągła walka o zdrowe jedzenie.
    Pozdrawiam

    1. Magi, od napisania tego wpisu minęło trochę czasu. I aktualnie niestety gotuję na więcej niż jeden garnek. Wszystko płynie. ;) Pewnych zmian nie przeskoczymy. Czasem to kwestia opracowania logistyki, czasem ustalenia priorytetów, a czasem po prostu stopniowych zmian i bardzo malutkich kroczków. Ściskam i trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *