Opublikowano Kategorie: Artykuły

Moja kwarantanna

Połowa kwietnia 2020. Siedzimy kolejny tydzień w domach. Próbujemy sobie radzić w tej nowej rzeczywistości, troszczyć się o bliskich i nie oszaleć. Ja też próbuję. Radzę sobie z tym czasem lepiej, a czasem gorzej. Chciałabym Ci opowiedzieć, jak wygląda moje życie i jak sobie je oswajam.

kwarantanna nie panikuj koronawirus maseczka

Mam szczęście

Pod kątem pracy moje życie teraz nie różni się jakoś ekstremalnie od tego przed kwarantanną. Już wcześniej wykonywałam większość mojej pracy w domu. Prowadziłam przecież konsultacje online, pisałam artykuły czy dodawałam treści na blogu. Fundacja, w której na co dzień udzielam konsultacji dietetycznych stacjonarnie, również przeszła w tryb bezpiecznej pracy, a więc i w tym przypadku jestem w stanie udzielać teleporad.

Zdaję sobie sprawę, że mam komfort i wielkie szczęście. Że nie muszę teraz siedzieć „na kasie”, przyjmować pacjentów w gabinecie, kontaktować się codziennie z dużą liczbą osób. A jednak i tak odczuwam konsekwencje emocjonalne i społeczne tego, co się dzieje. Chociażby przez fakt, że troszcząc się o zdrowie mojej mamy, nie mam z nią kontaktu takiego, jak do tej pory.

Niemniej to nic wielkiego w porównaniu z tym, co dzieje się teraz w rodzinach i domach personelu medycznego czy osób codziennie narażonych na kontakt z wirusem. Nie, nie będę bić brawa lekarzom i pielęgniarkom. Nie będę pisać pochwalnych tekstów na ich temat. Po prosu jeśli kolejny raz zawalczą o swoje prawa i godziwe wynagrodzenie, będę z nimi – na tyle na ile, jako obywatelka, będę miała prawo głosu. Nie zapomnę im wszystkim tego, co robią. Nie dlatego, że modne są teraz ochy i achy na cześć medyków. Dlatego, że w moim życiu miałam już kilkakrotnie możliwość poznać wspaniałych lekarzy, którzy uratowali moim bliskim życie – dosłownie. Rozumiem, jaką odpowiedzialność niosą na swoich barkach i do tego, jak wiele dziś ryzykują.

Ile to jeszcze potrwa?

Często czytam na Facebooku lub słyszę w nagraniach internetowych:

Oby do lata.
Niech to jak najszybciej się skończy.
Wszystko mija. Za jakiś czas będziemy wspominać te wydarzenia i będzie po wszystkim.

Niektórzy uważają, że wystarczy poczekać dwa miesiąca i wszystko wróci do normy. Będziemy żyć jak gdyby nigdy nic lub po prostu szybko zapomnimy o trudnych chwilach. Też chciałam tak myśleć i starałam się pocieszająco serwować sobie takie myśli w ramach „autoterapii”. Nie wyszła mi ona na dobre, bo cokolwiek opowiadają pseudospecjaliści od rozwoju osobistego: afirmacje nie działają. A ucieczka przed lękiem, który aktualnie wszyscy mogą teraz odczuwać, nie jest rozwiązaniem. Doświadczyłam tego na własnej skórze.

Jeszcze niedawno mówiłam do przyjaciółki, że nie mogę się doczekać powrotu do normalności i wypicia z nią wina, zjedzenia ciasta, które obiecała mi upiec. Tylko, że od kilku dni dociera do mnie mocniej, że najbliższy czas (prawdopodobnie wiele miesięcy) nie przyniesie nam takiego ukojenia, na jakie czekamy. Ten wirus zostanie z nami i musimy do niego przywyknąć, nauczyć się minimalizowania niebezpieczeństwa, chronienia bliskich, unikania sytuacji, które do tej pory nie wiązały się z zagrożeniem, a teraz mogą zaważyć na tym, czy za kilka miesięcy zasiądziemy do świątecznego stołu z najbliższymi.

Minister Szumowski mówi już wprost, że nie będzie w tym roku wakacji, jakie znamy, kolonii, powrotu do starej rzeczywistości letniej. O kosztach społecznych, gospodarczych tej panemii nie wspominając. Nie piszę Ci, żeby Cię zdołować. Raczej namówić do zrobienia kilku rzeczy. Mnie dały w ostatnich dniach nieco ulgi.

Zadamawiam się

Przez coraz dłuższy pobyt w moim mieszkaniu zadamawiam się w nim tak mocno jak nigdy wcześniej. Zaczynam je lubić coraz mocniej. Przestawiam książki, kwiaty, sortuję rzeczy, których nie używam, bawię się dalej w minimalizm w każdej dziedzinie życia. Uczę się ograniczać to, co zbędne, w myśl zasady, że „tylko niewiele rzeczy jest ważnych”.

Zadamawiam się jednak przede wszystkim w tej rzeczywistości i poczuciu, że nie ma co czekać aż „wreszcie będzie normalnie”. Mam poczucie, że większy spokój daje mi nauka minimalistycznego funkcjonowania w tej rzeczywistości. Czekanie na to, na co nie mam wpływu, tylko mnie frustruje.

mieszkanie pokój stolik kubek

Nowa lepsza wersja siebie podczas kwarantanny?

Od jakiegoś czasu jeżdżę na rowerze stacjonarnym częściej niż zwykle. Ćwiczę „zdrowy kręgosłup” z moją ulubioną trenerką online. Zamierzam nawet kupić porządną matę do ćwiczeń i drążek, który pomoże mi nieco wzmocnić ręce. Nigdy bym się o to wszystko nie podejrzewała, bo nienawidziłam ćwiczeń na ręce – mam dość słabe, więc ten rodzaj aktywności jest dla mnie po prostu nieprzyjemny.

Dla jasności: sama mam odruchy wymiotne, kiedy widzę w TV lub w sieci kolejny super hiper power trening. Spotykam się dalej na konsultacjach online i widzę, jak wielu ludziom jest ciężko. Tymczasem internet i media kipią od dobrych rad na temat aktywności fizycznej, idealnej diety czy nawet tego, jak wyglądać pięknie siedząc w domu.

Nie! Nie poradzę Ci teraz działania „idealnie” czy „intensywnie” w jakiejkolwiek dziedzinie życia, bo to niemożliwe. Ale jeden mały kroczek każdego dnia możemy przecież wszyscy zrobić. Niech to będzie 5 minut wzmacniania rąk na przeklętym drążku, ale to da nam jakieś „zadomowienie” w naszym aktualnym świecie i nieuciekanie z niego tam, gdzie kiedyś możemy się wcale nie znaleźć. Czasem 5 minut drążka, czasem godzina pilatesu, czasem 30-60 minut na rowerze. Jeśli coś mi się udaje, cieszę się jak głupia. Bardziej dbam o regularność niż o intensywność.

ćwiczenia kobieta aktywność pilates w domu

Nie, nie odwiedzam muzeów światowych w internecie. Nie nudzę się. Nie szukam zajęć. Dalej intensywnie pracuję, mam dziecko, które też potrzebuje wsparcia, muszę zadbać o jedzenie i podstawowe obowiązki – jak każdy człowiek. Mam mniej czasu niż miałam wcześniej (patrz: dziecko w domu), ale mam też więcej wiary w to, że kilka małych kroków każdego dnia robi mi dobrze. Bo takie małe kroki są jedyną kwestią, na którą mam aktualnie wpływ.

Czytaj, bo umrzesz

To mój ulubiony tekst Sylwii Chutnik i Karoliny Sulej z ich zawieszonego w ubiegłym roku „Barłogu Literackiego”. Czytam, bo tylko czytanie mnie ratuje i daje kopniaka, ale o dziwo… czytam mniej i wolniej niż zwykle. Jednak za to bardziej uważnie.

Lubię czytać kilka książek naraz. Aktualnie zdarza się, że przeczytam zaledwie jedną stronę jakiejś książki dziennie, a innej trzy. I pierwszy raz w życiu nie czuję się z tym źle, że mam takie małe osiągi czytelnicze. Staram się po prostu cieszyć z każdej ciekawej strony, która mnie czegoś uczy, budzi refleksje.

Wszystko dzieje się u mnie wolniej. Może to ten plus dodatni kwarantanny? Chcę tak myśleć, bo w ostatnich latach moje życie toczyło się stanowczo za szybko. Przez to miałam względem siebie zbyt wielkie wymagania i zbyt dużo poczucia winy, kiedy nie udawało mi się realizować tego, co uważałam, że należy czy trzeba.

Czytam dużo książek o diecie i odchudzaniu, ale też poezji, która do tej pory leżała na półkach i czekała nie wiem na co. Chyba na czas, którego przecież dalej „nie mam”. A jednak mam, skoro czytam?

kobieta czytająca kubek kawy książka

Moja dieta podczas kwarantanny

Moje żywienie zmieniło się trochę ze względu na różną dostępność składników. Staram się bardzo rzadko robić zakupy, unikam sklepów, w których są te produkty, których było sporo w mojej diecie. Nie chodzę do supermarketów, a więc tęsknię na przykład za tofu czy ulubionym napojem sojowym. Jednak są to zupełnie nieistotne kwestie.

Jeśli znasz moje przepisy, wiesz zapewne, że gotowałam zawsze prosto – czasem wręcz „patelniacko” (słowo mojej przyjaciółki, które bardzo mi się spodobało). W sumie nie wiem, czy nie weszłam już na etap totalnego lenistwa, bo to, co było u mnie w kuchni proste, uprościłam jeszcze bardziej. Uczę się wymagać od siebie teraz jak najmniej. Choć pamiętam, że tylko warzywa nas uratują! ;-) Powtórzę to, co mówię zawsze, niezależnie od sytuacji: nasze żywienie nie musi być idealne, żeby było zdrowe. Naprawdę.

zdrowa dieta prosty posiłek

Podsumowując

Nikt nie wie dokładnie, jak potoczą się najbliższe miesiące i co przyniosą. Uczę się patrzeć nieznanej prawdzie w oczy i przyjmować to, że nie mam wpływu na wiele rzeczy. Uczę się zgody na to, że mój mały wpływ na wiele kwestii może iść w parze z  realnym wpływem na codzienność, a kropla drąży skałę. Życzę nam wszystkim wielu spadających, orzeźwiających kropli, które ukoją nasze pragnienie normalności. A żeby nie być gołosłowną, zaraz po opublikowaniu tego wpisu, pójdę poćwiczyć na matę do ćwiczeń. Choć 15 minut.

kobieta na macie joga pilates

Oceń artykuł jako czytelnik: 1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 ocen, Średnia: 5,00 z 5)
Aga Kopczyńska

Aga Kopczyńska

Zawodowo zajmuję się dietetyką, żywieniem i propagowaniem zdrowych nawyków. W skrócie: Pomagam ludziom lepiej żyć, dzięki temu że lepiej jedzą. Znajdziesz tu inspiracje zdrowotne, kulinarne i nie tylko.


Zasubskrybuj kanał YouTube AgaMaSmaka

Wolisz oglądać zamiast czytać?

Zasubskrybuj kanał YouTube

4 komentarzy do “Moja kwarantanna”

  1. Napisałaś na Facebooku , że „ulało” Ci się od serca. Dookoła coraz częściej „ulewa” czy wręcz zalewa się żółcią, więc zawsze miło widzieć przebijające się zdrowe podejście :) Brawo! Podzielam na 100%. Nie czekajmy jak w bunkrze na koniec wojny, tylko odnajdźmy się w obecnej rzeczywistości. Zadbajmy o siebie. Przewietrzmy nieco mózgi. Ostatnio idąc do paczkomatu widziałam trawniki całe w kwiatach. Przechodzę tam często od 5 lat i w życiu tam kwiatów nie widziałam. Natura się odradza, bierzmy przykład :) Pozdrawiam, zdrowia życzę!

    1. Ewa, też ostatnio zauważam drobiazgi, kwitnące drzewa, trawniki, zapachy. A mieszkam tuż obok parku, więc słyszę ptaki śpiewające za oknem dwa razy głośniej niż rok temu. Piękne to! :) Świetnie to wyraziłaś: „Nie czekajmy jak w bunkrze na koniec wojny”. Zdrowia i dla Ciebie :*

  2. Czy możesz polecić jakiś link do ćwiczeń np na kręgosłup lub takich które wykonujesz ? Bede wdzięczna ! Mam z nim problemy i nie mogę cwiczycintensywnie a takie wzmacnianie i rozciąganie jak najbardziej , dziekuje ci . Gosia

    1. Gosiu, czasem ćwiczę sama (krótsze ćwiczenia 10-15 minut), a dłuższe, godzinne to z moją fizjoterapeutką, do której chodziłam stacjonarnie na ćwiczenia. Jest świetna, ćwiczenia dość delikatne – do wyboru, coś pomiędzy zdrowym kręgosłupem a pilatesem. Aktualnie przez pandemię, realizuje treningi online w grupach na Facebooku. Płatne, ale warto, bo Gosia daje dużo wskazówek podczas ćwiczeń. Jeśli chcesz spróbować u niej to poszukaj na Facebooku RehaFit (Elbląg, Małgorzata Oleszkiewicz) i odezwij się do niej. Ściskam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *