Opublikowano Kategorie: Artykuły

Tak bardzo nienawidzę swojego ciała

Główny cel to zrobić coś ze sobą. Ludzie mówią, że gorzej wyglądam. Nie chcę mieć takiego brzucha. Lekarka ochrzaniła mnie za zbyt wysoką masę ciała. Czuję się brzydka. Czuję się bezwartościowa. Niezależnie od tego, ile osiągnęłam zawodowo, jak dobrze wychowuję dzieci, jak sympatyczną osobą jestem. To wszystko nie jest na pierwszym miejscu. Najważniejsze jest to, jak daleko mi do obowiązującego ideału sylwetki. Dalej jest długo długo nic. Zrobić coś ze sobą. Najlepiej zniknąć.

W obrębie niedowagi, nadwagi czy otyłości ludzie borykają się z najróżniejszymi problemami. Czasem są one pokłosiem innych chorób czy zaburzeń, a czasem nie. Każdy próbuje sobie radzić z tematem tak, jak potrafi, np. korzystając z usług specjalistów (lekarzy, dietetyków, trenerów) lub przechodząc non stop na różne diety, a w końcu wpadając w sidła zaburzeń odżywiania.

Są i tacy, którzy nie robią nic. Bo nie wiedzą, jak zacząć. Bo ostatnio nie zadziałało. Bo nie wierzą w to, że zadziała tym razem. Bo wstydzą się prosić kogoś o pomoc.  Bo boją się wyjść do specjalisty czy do miejsc, w których jest mnóstwo innych ludzi, którzy mogą ich ocenić: słowem, spojrzeniem lub choćby myślą.

Kultura obrazkowa = kultura oceniająca

Każdy z nas wie, jak człowiek wyglądać „powinien”, aby zostać uznanym za atrakcyjnego. O ile w przypadku mężczyzn można dyskutować, o tyle jeśli chodzi o kobiety kultura obrazkowa narzuca nam dość jasne kryteria. Jakie? Wejdź na Instagram, a zobaczysz. Osoby, które choć w najmniejszym stopniu nie spełniają wymagań estetycznych, kreowanych przez media i Internet, doświadczają często krytyki, a nawet hejtu.

To samo, choć pewnie w innej skali, odbywa się w małych społecznościach. W szkole, w pracy, wśród znajomych i w rodzinie można usłyszeć opinie, osądy i wszelkiej maści komentarze odnoszące się do tego, że ktoś jest: wieszakiem, chuderlakiem, chuchrem lub przy sobie, zbyt okrągły, za gruby, otyły, mógłby coś ze sobą zrobić, nie dba o siebie etc.

Niezależnie od tego, w jakim miejscu tej skali się znajdujemy, komentarze bolą tak samo. Redukują bowiem nasze „ja” do tego, jak wyglądamy. Czasem też projektują to, kim jesteśmy, na podstawie tego, jak wyglądamy:

 Ona jest taka chuda,  że na pewno jest anorektyczką.

Ona jest taka otyła, że z pewnością nie ma za grosz samodyscypliny.

Oceny osób z zewnątrz zwykle nie uwzględniają naszej drogi życiowej, problemów, sytuacji zdrowotnej, aspektów psychologicznych. Mówią nam:

Jesteś gorsza, bo jesteś nie taka, jaką chcemy Cię widzieć. Wiemy dlaczego taka jesteś i z pewnością jest to twoja wina.

Kobieta i mężczyzna u specjalisty

Poza blogiem zajmuję się też edukacją żywieniową. Biorę udział w inicjatywach i projektach prozdrowotnych, edukacyjnych, promujących zdrowy tryb życia. Spotykając się z ludźmi, słyszę od nich najczęściej dwa rodzaje komunikatów wskazujących na motywacje, które kierują ich kroki do specjalistów.

Pierwsza grupa osób zauważa, że zaczyna niedomagać ich zdrowie. Złe wyniki okresowych badań, gorsze samopoczucie, problemy natury pokarmowej lub zbyt wiele kilogramów pojawiających się na wadze łazienkowej – to wszystko sprawia, że niektórzy stwierdzają, że warto skonsultować się ze specjalistą i podjąć działanie. Najczęściej w tej grupie znajdują się… mężczyźni.

Druga grupa motywacje ma z goła inne. Jej przedstawiciele (najczęściej przedstawicielki) chcą zrobić ze sobą coś, co sprawi, że będą… wyglądały lepiej.

Z czasem okazuje się oczywiście, że troski wymagają również ich wyniki badań, złe samopoczucie, dolegliwości ze strony układu pokarmowego. Jednak to wszystko wychodzi później, niejako przy okazji.

Często na początku spotkania pytam, jakie choroby przewlekłe mają odwiedzające mnie osoby. Od kobiet słyszę na wstępie, że praktycznie żadne lub dostaję informację o góra 1-2 chorobach. Następnie słyszę całą litanię problemów z odstającym brzuchem, cellulitem, rozstępami, nadwyżką kilogramów.

Dopiero po dłuższym czasie i większej ilości pytań z mojej strony, okazuje się, że problemów jest dużo dużo więcej – i to takich (w moim poczuciu) poważniejszych niż cellulit. Z jakichś przyczyn, w świadomości moich rozmówczyń, nie były one jednak na tyle ważne, żeby traktować je jako priorytety.

Główny cel to zrobić coś ze sobą. Ludzie mówią, że gorzej wyglądam. Nie chcę mieć takiego brzucha. Lekarka ochrzaniła mnie za zbyt wysoką masę ciała. Czuję się brzydka. Czuję się bezwartościowa. Niezależnie od tego, ile osiągnęłam zawodowo, jak dobrze wychowuję dzieci, jak sympatyczną osobą jestem. To wszystko nie jest na pierwszym miejscu. Najważniejsze jest to, jak daleko mi do obowiązującego ideału sylwetki. Dalej jest długo długo nic. Zrobić coś ze sobą. Najlepiej zniknąć.

Dyskryminacja

Oczywiście zapewne niektórzy zarzucą mi, że uogólniam. Przecież jest mnóstwo kobiet, które świadomie dbają o swoje zdrowie i przychodzą do specjalisty nie tylko po to, żeby schudnąć albo pozbyć się pomarańczowej skórki na udach.

Ależ oczywiście! Są takie kobiety i wciąż je spotykam. Większość z nich wie lub z czasem dociera do nich, że cellulit nie jest najważniejszy. Większymi problemami, z punktu widzenia specjalisty, są na przykład zbyt wysoki poziom cukru, cholesterolu, brak ruchu i kiepska dieta.

Być może niektórzy stwierdzą, że dyskryminuję mężczyzn. Oni przecież również mogą mieć tego typu problemy. Oczywiście, że się zgadzam. Muszę jednak przyznać, że spotykam takich mężczyzn bardzo rzadko. Może dlatego, że pracuję częściej z kobietami.

Piszę tu więc tylko o moich doświadczeniach. Nie prowadzę statystyk i badań na ten temat. Mam natomiast poczucie, że skala problemu jest duża. Im więcej rozmawiam o tym z kobietami, tym bardziej dociera do mnie, w jakiej kulturze żyjemy i jak bardzo obniża to jakość życia każdej z nas. Bo każda z nas jest w pewien sposób nieprzystająca do współczesnych kulturowych ideałów. Dopasowanie się do nich staje się niemożliwym do osiągnięcia celem, a dążenie do niego gwarantuje frustrację.

Moje marzenie

Co w związku z tym? Nie mam recepty na ten problem, choć staram się bardzo odwodzić kobiety od patrzenia na siebie przez pryzmat zewnętrznych, estetycznych wymagań. Tak bardzo chciałabym, aby osoby przychodzące do dietetyka czy trenera fitness za cel działań ze specjalistą obrały sobie:

  • dobre samopoczucie,
  • poprawę wyników badań,
  • dostarczenie organizmowi wartości odżywczych, których potrzebuje,
  • poprawienie kondycji.

A jeszcze bardziej chciałabym, aby te kobiety, które boją się prosić o pomoc, z lęku przed negatywną oceną, trafiały tylko na empatycznych ludzi, dla których kilka centymetrów mniej w biodrach i kaloryfer na brzuchu nie jest definicją życiowego sukcesu i troski o zdrowie.

Tymczasem wciąż słyszę i czytam najwięcej pytań o:

  • kaloryczność posiłków,
  • sposoby na szybkie chudnięcie,
  • ćwiczenia na brzuch po ciąży,
  • dietę na cellulit.

Przykre to bardzo, bo większość diet na szybką utratę masy ciała czy takich z bardzo ograniczoną kalorycznością sprawia, że kobiety wpadają w zaklęty krąg odchudzania, efektu jojo i frustracji.

Przykre to, bo nie ma jedynie słusznej diety cud na brzuch po ciąży czy cellulit. Odpowiedni styl odżywiania i życia może za to sprawić, że z czasem poczujemy się lepiej, staniemy się zdrowsi. Nie zawsze staniemy się jednak piękniejsi – zgodnie z obowiązującymi fit-kanonami.

Kobiety, bądźmy dla siebie dobre, wyrozumiałe i dbajmy o siebie. Nie dlatego, że coś musimy, ale dlatego, że chcemy czuć się dobrze.

Oceń artykuł jako czytelnik: 1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 ocen, Średnia: 5,00 z 5)
Aga Kopczyńska

Aga Kopczyńska

Zawodowo zajmuję się edukacją. Wspieram innych między innymi w budowaniu lepszych nawyków. Blog ten jest zapisem moich inspiracji zdrowotnych, kulinarnych i nie tylko.

Chcesz się dowiedzieć czegoś nowego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *