Opublikowano Kategorie: Artykuły

Wynos się ze strefy komfortu! Ale już, sio! A może jednak więcej empatii?

Ulało mi się, kiedy jakiś czas temu napisałam, że znam ludzi, którzy nie mają szans pić sojowego latte, a nawet trudno im zjeść dwa posiłki dziennie. I że tym osobom moja praca pomoże dopiero, jak ich podstawowe potrzeby będą zabezpieczone. Do tego czasu mogę się cmoknąć ze swoimi dobrymi radami na temat zdrowego żywienia.

I co? I już pojawiły się komentarze, że przecież to nie tak. Że to kwestia decyzji, motywacji, złapania szerszej perspektywy. I przede wszystkim: wyjścia ze swojej STREFY KOMFORTU. Chcesz coś zmienić w swoim życiu? Musisz coś zmienić w swoim życiu! Zawsze jest jakieś rozwiązanie! Trzeba go szukać, a nie marudzić. Simply genius – jak powiada klasyk.

Odpowiem po swojemu i po staremu: syty głodnego nie zrozumie. Ktoś, kto ma w miarę stabilną sytuację zdrowotną, rodzinną, finansową (!), może mieć problem w zrozumieniu sytuacji osoby, która boryka się z niepełnosprawnością, ciężką chorobą (nie, nie piszę tu o insulinooporności, alergii na pszenicę i innych przypadłości, z którymi da się normalnie żyć), samotnie wychowuje trójkę dzieci, a żeby przeżyć musi pracować w bardzo kiepskich warunkach za najniższą krajową, a czasem nawet nie to, bo jest na śmieciówce lub ma płacone pod stołem, co (szef) łaska.

To nie tylko kwestia motywacji, złych czy dobrych nawyków. Kiedy wielkomiejski pracownik korpo nie może się zmotywować, żeby zabrać do pracy swoje drugie śniadanie i wydaje za dużo kasy na słodycze albo na jedzenie na mieście, ta wcześniej opisana osoba boi się, czy starczy jej na jedzenie dla dziecka i czy nie straci roboty, w której przecież nawet nie ma przerwy na zjedzenie kanapki.

Eh tam! Niech zmieni pracę!

Rynek pracownika jest.

Można pracować zdalnie!

Oczywiście, że tak napiszą niektóre osoby, które mają czas, żeby siedzieć na fejsie, czytać i odpowiadać na moje posty w pracy i w domu. Zapraszam do małych miasteczek i wsi. Przekonaj się tam, jak niewykwalifikowany pracownik bez wykształcenia jest w stanie pracować zdalnie. Tym bardziej, kiedy nie ma „rezerwy finansowej” (modne słowo!), a wiszą nad nim zobowiązania i opieka nad dziećmi.

Tylko po co ja to piszę tu na moim blogu pełnym przepisów wegańskich i motywacji do zdrowego stylu życia? Owszem, jakiś procent z nas to ludzie, którzy nawykowo nie dbają o siebie, mimo że mają możliwości. Pracuję z takimi osobami i wierzę w moc budowania nawyków jak nikt inny. Promuję metodę małych kroków, bo wierzę, że każdy ma potencjał, aby (z odpowiednim wsparciem) iść do przodu i powoli zmieniać swoje życie na lepsze. Nie zrobimy jednak nawet jednego kroku, jeśli do nogi będziemy mieli przypierdzielony łańcuch z kulą! Jest spory procent ludzi w tym kraju, którzy z tą kulą chodzą każdego dnia.

Chciałabym, żebyście pamiętali o tym, że poza fejsbukowym światem pełnym okrzyków „You can do it” jest cała rzesza ludzi, którym nie starcza do pierwszego, którzy cierpią na poważne choroby i nie otrzymują wystarczającej pomocy ze strony NFZ. Poza fejsbuniem jest mnóstwo ludzi (niestety także młodych) borykających się z zaburzeniami psychicznymi (eksperci mówią już o epidemii). Serio powiesz tym ludziom „You can do it”??

Ja wiem, że są pisarki, które na depresję zalecają wzięcie się w garść i zmianę myślenia. Rozumiem, że niektórzy mogą uważać, że zmiana swojego życia jest osiągalna dla każdego – niezależnie od miejsca startu. Rozumiem, ale nie pojmuję – jak mawia moja teściowa. Tak mało w nas empatii i chęci wejścia w czyjeś buty. Może to zależy od tego, ile sami przejdziemy i ile sami doświadczymy? Też miałam tej empatii kiedyś zdecydowanie mniej, żeby nie było. Uczę się jej dzięki osobom, które mi pokazują, że moje sukcesy i porażki nie są miarą czyjegoś doświadczenia i czyichś możliwości.

Nie bądźmy jak lekarz mojej otyłej pacjentki, który uświadamiał ją w impertynencki sposób, że jest otyła i powinna coś z tym zrobić. Podczas, gdy ona chodzi na terapię i intensywnie ćwiczy, ale tego już pan doktor nie wiedział, bo cóż go to obchodzi. Nie zakładajmy, że wiemy jak żyć. Być może wiemy, jak sami chcemy żyć, ale do wiedzy o życiu innych ludzi jeszcze wiele nam brakuje…

Oceń artykuł jako czytelnik: 1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 ocen, Średnia: 5,00 z 5)
Aga Kopczyńska

Aga Kopczyńska

Zawodowo zajmuję się edukacją. Wspieram innych między innymi w budowaniu lepszych nawyków. Blog ten jest zapisem moich inspiracji zdrowotnych, kulinarnych i nie tylko.

Chcesz się dowiedzieć czegoś nowego?

3 komentarzy do “Wynos się ze strefy komfortu! Ale już, sio! A może jednak więcej empatii?”

  1. Droga Ago, korzystam z Twoich przepisów od dobrych kilku lat i jestem wdzięczna, że się nimi z nami dzielisz. Wpisy jak ten – także bardzo potrzebna wiedza. Ale muszę skomentować, że odkąd wprowadziłaś te pop-upy (wyskakujące okienka zachęcające, by w nie kliknąć z powodu promocji, konkursu czy czegokolwiek innego) to po kilku minutach wyłączam stronę, bo nie mogę już swobodnie przeglądać przepisów. Rozumiem jeden pop-up, zobaczyć, przeczytać, ale ten sam na każdej stronie? Trochę nachalne i przesadzone i naprawdę utrudnia przeglądanie strony. Można zaprogramować takie wyskakujące okienko w taki sposób, by pojawiało się tylko raz dla jednego użytkownika.
    Jeszcze raz wielkie dzięki za Twoją pracę.
    Pozdrowienia

    1. Magda, domyślnie pop-up miał się wyświetlać raz. Takie było założenie. Jeśli jest inaczej, sorry i przekazałam do sprawdzenia naczelnemu infolowi. ;) Pozdrawiam i cieszę się, że korzystasz z bloga. <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *